• Wpisów: 36
  • Średnio co: 84 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 11:20
  • Licznik odwiedzin: 10 837 / 3135 dni
 
miss-sara
 
miss-sara: Po wczorajszej wystawie w Muzeum Architektury mam mieszane uczucia. Miałam nadzieję zobaczyć jednego z największych architektów na świecie - Daniela Libeskinda. Gwiazda niestety olała polaczków i mikro wystawę w mikro muzeum. Ale to jeszcze nie podziałało na mnei jak dyskusje zebranych ludzi. Było sporo osób, które popijając
wino chodziły rozpływając się nad talentem nieprzybyłego architekta."Ochy" i "achy" były tak przesadne, że nie chciało mi się ani chwili dłużej ponad czas spędzony na oglądaniu zdjęc tam przebywać. Nie chodziło o to, że nie widze nic dobrego w tej architekturze. Brakowało mi konstruktywnych wypowiedzi na jego temat zamiast pustych epitetów. Może jestem za mało doświadczona aby wypowiadać się na temat kogoś kto parokrotnie więcej czasu poświęcił tej branży. Wyszłam i zastanawiałam się nad tym ile tak naprawdę w architekcie powinno być artysty a ile inżyniera. Mój szef zwykle powtarza, że architekci są podpięci
pod usługi. Czyli naszym zadaniem jest służyć inwestorowi i ludziom używającym tej przestrzeni - to po  pierwsze. Funkcjonalność przede wszystkim. Cały dzień mnie to dziś męczy.
Architekt ma służyć inwestorowi - a jeżeli inwestor to miasto, które potrzebuje zachwycać przyjezdnych aby zatrzymywali się na dłużej, albo uzupełnić zabudowę aby miasto nie było podziurawione jak sito wyburzonymi budynkami lub zniszczonymi i nieatrakcyjnymi. Czy nie po to nas uczą malarstwa,rysunku i rzeźby abyśmy potrafili upiększyć świat, w którym zyjemy nie tylko dla nas samych ale dla wszystkich ludzi "używających" miasta?
Często mam tak, że chciałabym to co widzę, to co czuję uwiecznić na rysunku - ołówkiem ,farbami,piórem. Tylko nigdy nie robię tego tak jak to postrzegają inni. Wiele razy przechodziłam
obok BWA i patrzyłam na te dziwne szlaczki, które ludzie uznają za sztukę nowoczesną. Moje obrazy, w mojej głowie, są inne od tych w rzeczywistości. Często nie przelewam je na papier poprostu zostawiam je w środku, w mojej wyobraźni. Gdyby ktoś zobaczył ile obrazów czy projektów mam w głowie to by się przeraził. Od dwóch lat te obrazy kumuluje w sobie zamiast zabrać kartkę i to namalować lub otworzyć Archicada i zrobić projekt. Nie mam motywacji. Moją motywacją są ludzie, ludzie wokół mnie. Ludzie mi bliscy. Ludzie, którzy mnie rozumieją. Rozumieją to co siedzi mi w głowie. Zauważyłam, że moi byli faceci nie do końca mnei rozumieli. Zastanawiam się czy tylko facet o podobnych zainsteresowaniach - architektura, sztuka, budownictwo.. by mnie potrafił zrozumieć i zainspirować. A może brak mi poprostu poczucia bezpieczeństwa aby realizować te wizje. Moi najbliźsi znajomi są z innych bajek troszkę. Mają inne pasje, zainteresowania. Z ludźmi z architektury mam słabszy kontakt. Przez co? Może
przez to, że całe 4 lata byłam w związku z kimś kto był kompletnie z innej bajki, nie architektonicznej. Brakuje mi relacji z człowiekiem kto by rozumiał moje pasje, chciał mnei słuchać, zaradzić, zainspirować. Czuje wewnątrz siebie, że się zmieniłam. WIem co mam, rodzinę, cudowny dom, przyjaciół znajomych. Ale brakuje mi relacji na głębszym poziomie z kimś kto mnie zrozumie tak naprawdę, będzie mu  zależało na motywacji mnie i mojej samorealizacji. Przyjaciele wysłuchają ale czasami mam wrażenie, że mają własne sprawy na głowie. Nie chce ich za to winić, chyba nie mam prawa..

Czuje się niespełniona i dobija mnie to, że to co mam, pomimo iż jest cudowne, nie wystarcza mi.

Zahipnotyzowała mnie ta piosenka z nowej płyty:

Nie możesz dodać komentarza.