heart promise rings
  • Wpisów:36
  • Średnio co: 77 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 11:20
  • Licznik odwiedzin:10 345 / 2857 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dokładnie tak się ostatnio czuję... jak w poczekalni. Czekam na wybuch życia jakie naprawdę bym chciała. Czuję, jak powoli zmierzam do właściwych drzwi ale jeszcze do nich nie dotarłam. Jedna strefa życia poukładana została cudownie, jednak inne jeszcze się układają. Rozwiązuję pare nierozwiązanych spraw. Zrzucam z bark trapiące problemy. Nadrabiam zaległości we wszystkich dziedzinach i w dawnych znajomościach. Cieszy mnie to...
Cieszy mnie to bo wiem, że to wstęp do czegoś wspaniałego.
Czeka mnie tyle dobrego.. nowa praca, nowi znajomi, nowe mieszkanie, wyprowadzka,podróże, ślub, dzieci - całe życie. Jasne, że boję się ile strasznych rzeczy mi los przyniesie ale w tym momencie już chcę wskoczyć w to co plącze się w mojej głowie już tyle czasu.
Tyle snów na temat tego co mogę osiągnąć w przyszłości..
Tyle marzeń..
Nie mogę się doczekać bo wreszcie czuję, że nie jestem w tym sama.
Czuję się bezpieczna
 

 
Od 3 lat zaczęłam żywić się idealizmami. Zaczęłam bardziej zastanawiać się nad swoimi działaniami, jak wpływają na innych, jakie niosą konsekwencje. Także to jak postrzegam innych i ich działania się zmieniło. Także to jakim człowiekiem jest mój mężczyzna i to jaki jest w porównaniu z ludźmi, którzy mnie otaczają dało mi do myślenia.
Codziennie budzę się z myślą, że świat mnie otaczający to świat ludzi dobrych i życzących mi i moim bliskim dobrze.
Wydaje mi się, że każdy chce otaczać się ludźmi, na których można polegać zawsze i wszędzie i w każdej sytuacji. Jednak nie wszyscy tyle samo dają ile chcą w zamian. Uważam, że to nie fair.
K. się tym nie przejmuje. On nie przejmuje się tym czy druga osoba mu odpłaci tym samym. Może dlatego nie ma przyjaciół, ma za to liczną rodzinę, która jest dla siebie zawsze na dobre i na złe.
Moja rodzina jest jaka jest, więc zawsze chciałam stworzyć sobie grupę ludzi otaczających mnie, którzy byliby jak rodzina. W tym momencie mogę stwierdzić bez zastanowienia, że oprócz K. jest tylko jedna taka osoba.
Kiedyś mniej mnie obchodziło jacy ludzie są w stosunku do mnie. Wydaje mi się, że po prostu im jestem starsza tym bardziej rani mnie zachowanie innych ludzi. Przywiązuję się do ludzi i fakt sama popełniałam błędy ale uważam się za dobrą osobę i zawsze staram się te błędy naprawiać. Zaczęłam zwracać na to uwagę, ponieważ wchodzę w nowy etap w życiu. Wchodzimy w nowe problemy, poważniejsze problemy. To czy jakiś facet mnie rzucił, czy wybór nowej fryzury czy ciucha czy koncerty mnie już mniej interesują. Interesuje mnie to czy gdy zdarzy się coś strasznego, czy mi czy moim bliskim będę miała ludzi, którzy mi pomogą.
Bo na końcu nie liczą się pierdoły, tylko to czy w ciężkich chwilach zostaniemy sami..
czy będziemy mieli się na kim oprzeć..i czy będziemy tym dobrym przyjacielem, na którym inni mogą się oprzeć w trudnych momentach..
 

 
Widząc to co się dzieje ostatnio w około mnie nie potrafię powstrzymać się od komentarza. Do tej pory jedynie rozmawiałam z rodziną i moim facetem o ostatnich wydarzeniach na Świecie i w Polsce. Ostatnie dni były na tyle dla mnie psychicznie intensywne, że muszę napisać.
Po ogłoszeniu, że nastąpi podpisanie ACTA 26go stycznia, nie mogłam uwierzyć, że coś takiego się dzieje i to tak szybko. Słyszałam oczywiście plotki o takim planie w Stanach jednak nie w takim stopniu ani nie tak szybko. Pierwsza myśl – internet umrze śmiercią bardzo nienaturalną i nieoczekiwaną. Za zasłoną obrony praw autorskich szykuje się nam niezły kanał. Bo co zyskują sami autorzy? NIC. A co nam zabierają? Czy to jest „legalne”? Gdzie są organizacje broniące prawa człowieka? Czemu NIC nie robią..? Czy obywatele postawieni przed faktem dokonanym są w stanie zrobić coś więcej niż grupa „Anonymous”? Jak polski rząd może przystać na ustawę, w której mowa jest o „domniemanej winie” i nieokreślonych karach za te „przestępstwa”?
Przyznam szczerze, pierwszym moim odruchem było spojrzenie na półkę z książkami i odnalezienie wzrokiem „1984” Orwella. Przypomniały mi się urywki z ekranizacji. Szare, brudne miasto i para uciekinierów. Mój K. porównał to do filmu „V jak Vendetta” zanim jeszcze zobaczył maskę założoną przez grożących hakerów na YouTubie .
Nigdy nie wierzyłam w teorie spiskowe. Oglądałam z ciekawości w sieci filmik Zeitgeista głoszący teorie, że całym Światem rządzi garstka ludzi jednak pomimo, że jestem osobą podatną na wszelkie teorie o UFO, duchach i spiskach, nie chciało mi się w to wierzyć. Siedzimy w swoich domach i pokojach i wolimy widzieć utopijny film w telewizji i go przeżywać przez 1,5 godziny niż dopuścić do siebie uczucie, że przytrafia się to właśnie nam. Internet nas ostrzegał wymykając się spod kontroli władzom a my czytaliśmy i oglądaliśmy to tylko dla własnej zabawy. Informacje wymykały się spod kontroli i trzeba było to ukrócić. A może było wręcz przeciwnie. Może ta garstka ludzi pozwoliła na rozwój i rozprzestrzenianie się „mocy” internetu właśnie po to aby w momencie jak teraz odciąć nam chleb powszedni a nas zostawić z rozdziawionymi paszczami ze zdziwienia. Metoda marchewki i kijka, stara ale jakże skuteczna. A teraz my jak dzieci we mgle, którym dano zabawkę i zaraz odebrano będziemy błądzić.
Czy działania naszego rządu nie są sprzeczne z Konstutucją?

„Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej (Dz. U. z 1997 r. Nr 78, poz. 483):
Art. 13.
Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.
Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.):
Art. 256.
Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Organizacje typu Komunistyczna Partia Polski mogą jednak legalnie działać, gdyż w swoim programie nie odwołują się one do wskazanych w konstytucji totalitarnych praktyk, wodzowskiego modelu państwa, terroru, ale jedynie do haseł uspołecznienia środków produkcji, kontroli robotniczej, które same w sobie nie zawierają treści propagującej totalitaryzm.”

Totalitaryzm – „W systemach totalitarnych życie ludzi podporządkowane jest wszechobecnej kontroli ze strony władzy. Wyznacza ona standardy i normy zachowania, określa status socjalny obywateli, ustala kierunki, obszary i granice aktywności publicznej oraz kształtuje wzorce życia osobistego”, „ obowiązuje państwowa cenzura w uzależnionych od władzy środkach masowego przekazu, a także we wszystkich dziedzinach kultury na przykład w filmie, teatrze czy literaturze”, „obywatele są instrumentem władzy, potrzebnym do potwierdzenia jej planów i działań”.
Żadne państwo o ustroju totalitarnym nie skończyło dobrze.. totalitarny świat to ekstremum moich przemyśleń wieczornych, jednak czy tak niemożliwa w obliczu tak szokujących wiadomości?

……………………………………….

Dla moich skołatanych nerwów zamieszczam filmik, póki mogę… coś pięknego.
 

 
Są dni kiedy dopada człowieka taka irytacja, frustracja i brak weny, że musi zmienić scenerie. Może po prostu wyczerpał mi się limit pomysłów na dane miejsce.. sama już nie wiem co to jest. Moja siostra doprowadza mnie do szału swoim lenistwem. Nie kumam jak można praktycznie od 7 lat NIC nie robić, pracować tylko jak się podoba i jak ma się ochotę i zarabiać na tym prawie nic. Utrzymywać się albo za pieniądze faceta albo rodziny. A i tak to ja większość spraw załatwiam w domu.

Dlatego wyjeżdżam na parę dni do mojego faceta aby skorzystać z jego mieszkania jak on będzie chodził do pracy. Zmiana scenerii i spokój mam nadzieję pozwoli mi zebrać myśli i porobić w spokoju projekt.

Moja rodzina tego nie rozumie. Wiem. Powinnam się wziąć w garść i robić i tyle ale jak na razie kurwica mnie tylko trafia jak mam jechać po kolejne rzeczy do miasta co mi zajmuje min 3 h z dnia jak moja siostra leci sobie rowerkiem na masaż.

Bez komentarza.... wrrrr...
  • awatar miss-sara: babcia K pojechała na 4dniowe wakacje do wnuczki i prawnuczki więc chata wolna..prócz zdołowanego po rozstaniu z dziewczyną brata K. :(
  • awatar shop-a-holic: mnie też już coś trafia, szukam pracy, a zostaję zasypywana czyimiś obowiązkami, bo przecież "nie mam pracy" i nie mogę się nudzić... strasznie chcę się już stąd wynieść, zacząć coś sama, bo nie chcę tu utknąć. mieszkać rodzicami można, ale do czasu... miłego odpoczynku :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przed chwilą wróciłam z piwka z moimi dziewczynkami.. jak zwykle było super i czas minął wspaniale.
Wróciłam do domu i chciałam po prostu wyłączyć tego starego nieużywanego kompa ze stertą fajnych zdjęć z przeszłości. Przeglądnęłam wiele zdjęć z liceum, z wyjazdów, przypomniała mi się moja klasa.Jak wtedy było bosko. Zrobiło mi się tak ciepło w sercu. Tylu cudownych ludzi.. ale w zdjęcia nie weszłam po to aby oglądać TE zdjęcia.
Weszłam aby wykasować zdjęcia które tam zostały niepotrzebnie, od dawna nie odkopywane lecz dziś przypadkiem natknięte.
Poprosiłam moje przyjaciółki aby mi pomogły je wykasować ale gdy przyszłam do domu chciałam to zrobić sama. Chciałam udowodnić sobie że jestem na tyle silna żeby wykasować ostatnie ślady że kiedyś byłam ja..i był on..
Nie potrafię wykasować folderu całego.. od razu wchodzę w folder, to silniejsze ode mnie i wtedy robi mi się przykro. Bo gdy to wykasuję.. to jakby nigdy nas nie było. A było kiedyś nam tak dobrze.

Jest mi teraz cudownie, mam mężczyznę którego pokochałam, szczerze, czuję, że to ten i chciałabym spędzić z nim resztę życia.
To czemu jak widzę te stere nieważne już zdjęcia z kimś innym to jednak ściska mi żołądek?

Długo patrzyłam na przycisk Delete.. długo. Nie wiem do końca czy chcę je wykasować do reszty. Przecież go mocno kochałam, to była moja pierwsza miłość.
Długo patrzyłam na przycisk Delete...
Ale zamiast go użyć..
wyłączyłam komputer.
 

 
Chodzę boso po moim domu. Od długiego czasu miałam na to ochotę, lubię to robić. Czuć po stopami chłód kafelek i ciepło drewnianych paneli. Uświadamia mi to istotę projektowania wnętrz i jak człowiek w nim funkcjonuje, czego potrzebuje. Te drobne przyjemności pustego domu.
Teoretycznie mam co robić. Mam do skończenia dyplom do końca wakacji.. a jednak mam wakacje.Mam zapas czasowy z którym nie wiem co zrobić. Tyle zaplanowałam na te wakacje a czas ucieka mi przez palce. Może dlatego, że żyję od weekendu do weekendu a tydzień spędzam na oczekiwaniu na ten weekend.
Powinnam uporządkować projekty ze studiów, te papierkowe i komputerowe, zgrać je na dysk twardy, otworzyć program i zacząć projektować. Zacząć robić portfolio. Chciałabym wziąć kartkę i zacząć rysować bo mam natchnienie.
Mam ochotę narysować projekty które mi się kiedyś przyśniły, nauczyć się projektować strony www i nauczyć się portugalskiego aby kiedyś tam wyjechać..

hmm.. długa lista jednak wiem, że jest w moim zasięgu.

Moja przyjaciółka mi wczoraj powiedziała, że się zmieniłam, że wypiękniałam ostatnio, że mój uśmiech jest teraz taki piękny. Może jest to dlatego, że zwyczajnie uśmiecham się częściej.

Opowiedziałam jej, że po prostu - jestem szczęśliwa
  • awatar shop-a-holic: ja mam podobnie, ale jestem już po studiach i obronie... szukam pracy, ale chyba podświadomie jakaś część mnie nie chce jej znaleźć lub wymyśliłam sobie warunki pracy (bo zawodu do tej pory nie), które nie istnieją...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rzucanie siebie na głęboką wodę trochę bez zastanowienia zawsze mnie pociągało. Tym razem także siebie nie zawiodłam. Pojechałam do faceta poznanego niedawno, do jego miasta, świata, znajomych,rodziny.. bo.. czemu nie?!
Było fantastycznie, spontanicznie, poznałam tylu ludzi, byłam sobą i wszystkim się to podobało.
Pana K. nie obchodzi z kim byłam, co miałam z innymi facetami. Dla niego liczy się to co sami stworzymy. To jest cudowne.
Jednak nie byłabym sobą gdyby mój umysł nie chciał tego zasabotować.
Gdy tylko wsiadłam do autokaru powrotnego mój umysł zaczął pracować. Myślałam, że przecież ten człowiek jest za dobry dla mnie, że na pewno to spieprzę, że za spokojny jest dla mnie, nie takiej muzyki słucha bla bla.. prawie się rozpłakałam z tych wszystkich myśli.

Te myśli wynikały z jednego faktu.
Człowiek mający za dużo czasu do czynienia ze skurwysyństwem, obłudą, toksycznym środowiskiem do takiego środowiska się przyzwyczaja. Jakie to chore,że można siebie do tego przyzwyczaić. Do takiego traktowania. Siedziałam i myślałam, że ja jestem za bardzo popieprzona już aby być w normalnym, zdrowym, pełnym uczucia i troski związku.
Odzwyczaiłam się od dobroci pomimo poczucia ogromnej nadziei, że na pewno gdzieś jest w każdym człowieku.

Wróciłam i wzięłam prysznic i im dłużej pod nim stałam tym bardziej zdawałam sobie sprawę jaka szczęśliwa się czuję myśląc i już tęskniąc za tym jakże innym ode mnie człowiekiem.
Pomimo, że jest troszkę dzieciakiem..
Pomimo, że jest z tak daleka..
Pomimo, że słucha totalnie innej muzyki..
Pomimo, że ma mówi dziwną gwarą..

Popłynę z tym ciepłym prądem.
 

 
Często jest tak, że ludzie przypinają łatki osobie zanim ją poznają. Liczy się pierwsze wrażenie, wiadomo, tak jest zawsze. Oglądałam ostatnio programy takie jak X-Faktor czy You Can Dance i o dziwo jak nigdy nie oglądam, zaczęły mnie wzruszać i działały silnie na moje emocje. Jest tam tyle niepozornych ludzi. Wychodzi chudzielec, wyglada na 16 lat, nazwisko po ojcu irakijczyku, i spiewa taki kawałek Christiny Aguilery (czy jak to sie pisze) i daje czadu. Czy pani wyglądająca na Panią do towarzystwa, która śpiewa piosenkę Lisy Minelli tak jak sama autorka.. widać emocje, klase, nieśmiałość, nadzieję. W śpiewie, tańcu, dopiero wychodzi wszystko z człowieka.
Muszę przyznać, że też tak czasami robię. Oceniam ludzi za szybko, stwierdzam, ze nie chce mi się ich poznawac.. bo chyba jestem za leniwa, albo stwierdzam, ze pewnie nie warto.
Chyba jest też tak,że się boję. Chcę czuc się bezpieczna z ludzmi, których znam. Dużo jest cech które sprawiają, że ruszam wyobraźnia i sobie wyobrażam jak sie skonczy taka znajomość. Co wniesie, co spowoduje, czy mi zaszkodzi. Pomimo, że wiem, że to tylko moja wyobraźnia i nigdy nie skonczy się, tak jak dokładnie myślę. Szybko się zrażam, chyba za szybko.

Z drugiej strony tyle razy się rozczarowałam, ze jak tu nie być ostrożnym.. ?
 

 
Wpis Sessuby mi dał do myślenia przed chwilą.

Dodatkowo powiedziała, że mam pecha do facetów. No fakt zrobiło mi się przykro. Poczułam się jak ofiara. Dodatkowo mam wrażenie, że to nie tylko jej zdanie.
Jeżeli chodzi o facetów to nigdy nie szłam na kompromisy. Facet mi się albo bardzo podobał ze wszystkim albo nie i już. Nie było ale, nie było możliwości, że później może nakłonię go do zmiany. Tak było zawsze aż do rozstania z M. Przed nim wszystko było bardzo proste. Byłam z kimś, zauroczyłam się, rozstawałam się itd. To dziwne, że jak byłam z K. przed M. to mi wystarczał, odpowiadał. Ale ten sam K. po rozstaniu z M. był jak paproch który trzeba było strzepnąć z ramienia zamiast pozwolić mu się trzymać jak rzep.
Ale czułam się na tyle źle i samotnie, że poszłam na kompromisy. Dużo kompromisów. Z desperacji, z tęsknoty,z poczucia pustki. Muszę przyznać, że wiele razy gdy byłam z K. niedawno to wyobrażałam sobie zasypiając i budząc się, że to nie jego ramiona. Że to ramiona M. i wtedy tak cudownie zasypiałam. Ale po przebudzeniu gdy się obracałam czułam rozczarowanie. Ale miałam to co miałam i czasami trzeba lubić to co się ma tak?

Wytrzymałam tak długo ale już dawno przestałam się na to godzić.Kompromisy są nie dla mnie. Nauczyłam się z powrotem tego. Na szczęście dla mnie. Czuję się teraz naprawdę dobrze ze wszystkim co robię.

Fakt, musiałam ostatnio zrezygnować z pracy aby zrobić dyplom wreszcie. Ale to jest to co chcę osiągnąć przed pracą. Zrobić coś z czego będę dumna, coś co będzie moją wizytówką.
Pewnie nikt z moich znajomych nie wie jak jest to dla mnie ważne i ciężkie. To dziwne jak przyzwyczaiłam się do studiowania. Taki etap, który dziwnie mi się kojarzy. Jak byłam z M. całe studia mało się integrowałam, byłam tylko z nim, jakoś nie szalałam z projektami. Później 1,5 roku w ogóle nie widziałam sensu studiowania. A teraz wróciłam aby skończyć i mam dwa niesamowite przedmioty, super promotora i tyle zapału do roboty jak nigdy, ludzie na uczelni są super. Z jednej strony straszliwie chce już to skończyć z drugiej tak mi się fantastycznie studiuje ten ostatni semestr..

Ale coś się kończy coś się zacznie..
 

 
Oto na jaki artykuł dziś wpadłam:
"Typy kobiecości polskich singielek" Są tam 4 typy kobiet i z tego co zauważyłam to mój typ to:

"Kobiety androgyniczne - posiadają wysokie natężenie zarówno cech kobiecych, jak i męskich. Wykazują one różny repertuar zachowań, w zależności od sytuacji. Ich określenie własnej osoby jest rezultatem redefinicji kulturowego znaczenia kobiecości."
"Kobiety nieokreślone pod względem płci społeczno-kulturowej i kobiety androgyniczne dystansują się do oczekiwań społecznych co do roli kobiety. Podobnie też interpretują małżeństwo. Formalizacja związku nie jest dla nich celem samym w sobie. Zakładają jednak małżeństwo w sytuacji, kiedy związek byłby satysfakcjonujący, długotrwały, albo zdecydowałyby się na potomstwo. Założenie rodziny jest dla nich ważne i dałoby im poczucie satysfakcji życiowej. Rodzinę interpretują w kategorii "zaplecza" emocjonalnego dla jej członków. "
"Kobiety androgyniczne i nieokreślone pod względem płci społeczno-kulturowej były w związkach z mężczyznami, których cechy albo częściowo im nie odpowiadały, albo z upływem czasu stawały się nieatrakcyjne:

Pan zbyt dominujący, który jest niezależny, interesujący, ale tendencja do dominowania czyni go nieodpowiednim mężczyzną do związku partnerskiego.
Pan zbyt uległy - mężczyzna najczęściej bardzo zakochany w partnerce, wrażliwy, czuły, dostosowujący się do jej wymagań. Jednak tendencja do ulegania czyni go także nieodpowiednim mężczyzną do związku partnerskiego.
Pan zbyt tradycyjny to mężczyzna, który poszukuje kobiety - partnerki do swoich zainteresowań i hobby, ale w zaciszu gospodarstwa domowego partnerstwo nie jest już przez niego preferowane i jest zwolennikiem tradycyjnego podziału ról.
Pan zbyt nudny, który jest z kolei partnerem w życiu codziennym i dzieli obowiązki domowe (co w sytuacji kobiet zaangażowanych w pracę zawodową jest niezwykle przydatne), ale nie podziela zainteresowań partnerki.
Pan zbyt rozrywkowy jest przeciwieństwem poprzedniego typu. Jest to mężczyzna, z którym można interesująco spędzić czas, jest inteligentny, aktywny i nie jest zwolennikiem tradycyjnego podziału obowiązków domowych, ale nie jest też partnerem w tej sferze, ponieważ ona w ogóle dla niego wydaje się nie istnieć.
Pan z czasem nieodpowiedni - mężczyzna atrakcyjny, inteligentny, z zainteresowaniami, który jednak z upływem czasu przestaje dbać o swój własny rozwój i w porównaniu z partnerką zorientowaną na samodoskonalenie - przestaje spełniać rozbudzone wcześniejszym zachowaniem oczekiwania. "
"Kobiety androgyniczne to "królewny śnieżki" - wiele z nich na co dzień utrzymuje liczne kontakty o charakterze koleżeńskim z mężczyznami. W sytuacji spotkań z potencjalnymi partnerami oczekują jednak inicjatywy ze strony mężczyzny, nierzadko sprawiając wrażenie niedostępnej. Nie podejmują celowo żadnych aktywności w celu poznania ewentualnego partnera. - Ja mam bardzo dużo kolegów facetów, ale z nimi po prostu spędzam czas, a najchętniej ułożyłabym sobie życie z jakimś z księciem, co mnie gdzieś tam znajdzie i będzie się o mnie starał i zabiegał o moje względy - mówi Joanna. "

Aby przeczytać cały artykuł zapraszam tutaj:
http://sympatia.onet.pl/0,2278,1639831,,typy-kobiecosci-polskich-singielek,artykuly.html

Mam wrażenie, że w moim przypadku dobranie sobie odpowiedniego faceta graniczy z cudem. Tak wynika z tekstu ale gdy widzę jak wybredna jestem gdy idę na miasto to zaczyna do mnie to docierać.
Tylko co można zrobić w takim przypadku?
Przecież nie da się z dnia na dzień zmniejszyć swoich oczekiwań..




Miałam piękny sen, w którym kręciłam z Jamesem Franco.. mmm
 

 
Czemu doba nie ma 48 godzin?? Marzę o tym aby wyjechać z teczką, papierem, piórkiem i farbami gdzieś do Toskanii czy Portugalii. Bardzo potrzebuję wakacji. Tak naprawdę nigdy jeszcze nie odczuwałam takiej wielkiej potrzeby wyrwania się z Wrocławia i oddania się swoim pasjom i pragnieniom. Dotąd każde wakacje spędzałam na pracowaniu, zbieraniu doświadczenia a i tak często w biurze siedząc czuję się jak totalny laik.
Przestałam mieć ochotę na imprezy, wyjścia bo to tylko na chwilę i od razu trzeba wracać za parę godzin.

Potrzebuję wakacji..
 

 
Z moich ostatnich obserwacji wynika prosta rzecz: świat dzieli się na dwa rodzaje ludzi. Tych, którzy dają się robić w chuja, po czym jojczą, że jest im z tym źle i dalej mają nadzieję, że ludzie przestaną wykorzystywać ich naiwność. Oraz tych, którzy nie dają się robić w chuja, traktując ludzi DOKŁADNIE tak samo jak oni traktują ich.

DO tej pory zaliczałam się do tych pierwszych. Jednak zdaje mi się, że dorastam (dziwnie się czuję w tym wieku pisząc coś takiego). Albo może po prostu miarka się przebrała ostatnio.

Olśniło mnie. TAK POWINNO BYĆ. TAKA JEST KARMA! To jak traktujesz innych POWINNO wrócić do Ciebie.
Faktycznie można to w pewien sposób nazwać interesownością. Jednak, jak można przeżyć nie nacinając się tak non stop.
Zarówno Ja jak i moja dobra koleżanka M. za dużo łez ostatnio wylałyśmy.

Stanowczo za dużo aby to trwało dalej..
  • awatar Gość: jak mi mój były rozjebał twarz i połamał żebra też mnie olśniło :-) trzymam kciuki
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kurcze blade! Moje ostatnie wpisy są tak zmizerniałe, że miałam ochotę przed chwilą wyrzucić komputer za okno! To co pisałam jest prawdą, czasami ogarnia mnie taki humor. Jednak popatrzyłam na wpisy w początku roku i sama sobie powiedziałam, że ten rok przecież miał być inny! I jest inny to fakt! Mój humor idzie w górę, jest fajnie. Też ze względu na imprezy z pogaduchami takie jak wczoraj z laskami. Było fantastycznie Przy okazji wsparły mnie w jednym moim pomyśle ale o tym na razie cicho sza!

Dobrze, że dziś sobota a nie niedziela bo bym musiała zabrać się za dyplom na kacu a tak mam jeszcze 1 dzień laby

niach niach!

P.S. jestem tak cholernie niewyżyta, że mam ochotę kogoś pożreć żywcem.. no i co ja do licha poradzę, że nie potrafię byle gdzie z byle kim (( PAT!
 

 
Po wczorajszej wystawie w Muzeum Architektury mam mieszane uczucia. Miałam nadzieję zobaczyć jednego z największych architektów na świecie - Daniela Libeskinda. Gwiazda niestety olała polaczków i mikro wystawę w mikro muzeum. Ale to jeszcze nie podziałało na mnei jak dyskusje zebranych ludzi. Było sporo osób, które popijając
wino chodziły rozpływając się nad talentem nieprzybyłego architekta."Ochy" i "achy" były tak przesadne, że nie chciało mi się ani chwili dłużej ponad czas spędzony na oglądaniu zdjęc tam przebywać. Nie chodziło o to, że nie widze nic dobrego w tej architekturze. Brakowało mi konstruktywnych wypowiedzi na jego temat zamiast pustych epitetów. Może jestem za mało doświadczona aby wypowiadać się na temat kogoś kto parokrotnie więcej czasu poświęcił tej branży. Wyszłam i zastanawiałam się nad tym ile tak naprawdę w architekcie powinno być artysty a ile inżyniera. Mój szef zwykle powtarza, że architekci są podpięci
pod usługi. Czyli naszym zadaniem jest służyć inwestorowi i ludziom używającym tej przestrzeni - to po pierwsze. Funkcjonalność przede wszystkim. Cały dzień mnie to dziś męczy.
Architekt ma służyć inwestorowi - a jeżeli inwestor to miasto, które potrzebuje zachwycać przyjezdnych aby zatrzymywali się na dłużej, albo uzupełnić zabudowę aby miasto nie było podziurawione jak sito wyburzonymi budynkami lub zniszczonymi i nieatrakcyjnymi. Czy nie po to nas uczą malarstwa,rysunku i rzeźby abyśmy potrafili upiększyć świat, w którym zyjemy nie tylko dla nas samych ale dla wszystkich ludzi "używających" miasta?
Często mam tak, że chciałabym to co widzę, to co czuję uwiecznić na rysunku - ołówkiem ,farbami,piórem. Tylko nigdy nie robię tego tak jak to postrzegają inni. Wiele razy przechodziłam
obok BWA i patrzyłam na te dziwne szlaczki, które ludzie uznają za sztukę nowoczesną. Moje obrazy, w mojej głowie, są inne od tych w rzeczywistości. Często nie przelewam je na papier poprostu zostawiam je w środku, w mojej wyobraźni. Gdyby ktoś zobaczył ile obrazów czy projektów mam w głowie to by się przeraził. Od dwóch lat te obrazy kumuluje w sobie zamiast zabrać kartkę i to namalować lub otworzyć Archicada i zrobić projekt. Nie mam motywacji. Moją motywacją są ludzie, ludzie wokół mnie. Ludzie mi bliscy. Ludzie, którzy mnie rozumieją. Rozumieją to co siedzi mi w głowie. Zauważyłam, że moi byli faceci nie do końca mnei rozumieli. Zastanawiam się czy tylko facet o podobnych zainsteresowaniach - architektura, sztuka, budownictwo.. by mnie potrafił zrozumieć i zainspirować. A może brak mi poprostu poczucia bezpieczeństwa aby realizować te wizje. Moi najbliźsi znajomi są z innych bajek troszkę. Mają inne pasje, zainteresowania. Z ludźmi z architektury mam słabszy kontakt. Przez co? Może
przez to, że całe 4 lata byłam w związku z kimś kto był kompletnie z innej bajki, nie architektonicznej. Brakuje mi relacji z człowiekiem kto by rozumiał moje pasje, chciał mnei słuchać, zaradzić, zainspirować. Czuje wewnątrz siebie, że się zmieniłam. WIem co mam, rodzinę, cudowny dom, przyjaciół znajomych. Ale brakuje mi relacji na głębszym poziomie z kimś kto mnie zrozumie tak naprawdę, będzie mu zależało na motywacji mnie i mojej samorealizacji. Przyjaciele wysłuchają ale czasami mam wrażenie, że mają własne sprawy na głowie. Nie chce ich za to winić, chyba nie mam prawa..

Czuje się niespełniona i dobija mnie to, że to co mam, pomimo iż jest cudowne, nie wystarcza mi.

Zahipnotyzowała mnie ta piosenka z nowej płyty:
 

 
Są dni kiedy czuję się odrętwiała. Fizycznie i psychicznie. Odczuwam bardzo silne uczucia i jednocześnie wszystko inne mam w dupie. Spotykają się te dwie skrajności i starają się siebie znieść nawzajem. Pewnie niejeden psycholog określiłby mnie jako nienormalną ale co w sumie znaczy normalność..

Mam ochotę zrobić tyle rzeczy ale jednocześnie psychicznie nie mam siły się za to zabrać.

Dostanie nowej pracy bardzo pozytywnie na mnie wpłynęło. Jednak są dni kiedy to nie wystarcza. Jak np. dziś. Wiem, że mam iść na impreze do miasta ale wiem, że to też nie da mi poczucia radości takiego jakbym chciała. Nie dlatego, że się nie staram. Naprawdę się staram.
Ostatnio facet z którym kręciłam 4 miesiące wystawił mnie do wiatru. Myślałam, że bardzo się tym przejmę, jednak przeżywałam to "AŻ" 5 godzin. I przyszło właśnie to odrętwienie..
Starać się je przerwać wyjściem na miasto, które może nie przynieść oczekiwanego skutku czy pozwolić mu trwać i może kiedyś się skończy?
 

 
Czasami mam wrażenie, że mój świat wyobraźni mnie pochłania za bardzo. Zaczęło się od moich snów nad którymi nie panuję za bardzo. Gdy sny zaczęły być lepsze niż moja rzeczywistość byłam lekko przerażona. Później zaczęło mi się to podobać. Gdy sny się skończyły zaczęłam przed snem zastawiać sobie muzykę i wyobrażałam sobie różne sytuacje, te z zabarwieniem erotycznym, te które mają się wydarzyć, układałam ileś prawdopodobnych wersji albo tych które się już wydarzyły i jakby mogły się skończyć ale się tak nie stało. W pewnym momencie stwierdziłam, że te moje wyobrażenia odbiegają od rzeczywistości za bardzo i nigdy się nie spełnią.
Wydaje mi się, że to była projekcja moich marzeń lub z drugiej strony czasami pocieszałam się, że tak się nie skończyło.
Teraz te sny na jawie powoli znikają, chyba wynika z tego, że powracam do normalności. A może to, że znika moja naiwność i nadzieja...

Nie mogę pogrążyć siebie w tych snach bo wiem, że skończy się to źle..

Na deser kawałek, który pomaga mi stanąć na nogi. Świetny come back!!!!
 

 
Czemu tak ciężko zaufać swoim instynktom, swojemu sercu? Często boimy się zrobić tak jak czujemy bo przeraża nas możliwość złej reakcji drugiej osoby czy też naszego otoczenia. To jest dzika, destruktywna pętla. Jeśli zrobimy tak jak czujemy i ktoś nas zmiesza z błotem będziemy mieli za złe sobie, że po co się w to pakowaliśmy. Jeśli nie zrobimy tego w ogóle to będziemy pluli sobie w twarz, że nie spróbowaliśmy. Ludzie naokoło nie mogą być tak straszni abyśmy bali się postępować zgodnie z tym co czujemy.

Tak nie może być, nie powinno.

Dziś moja impreza urodzinowa. Cały czas do tej pory zajmowałam się wszystkim aby ludziom, którzy przyjdą było jak najprzyjemniej. Co będę mogła powiedzieć aby nie zepsuć innym zabawy, kogo zaprosić aby nikt nie poczuł się urażony.

A co z moimi uczuciami? Rok temu nie było połowy osób, które chciałam aby przyszły. Czułam się okropnie, nie bawiłam się dobrze. W tym roku nie chcę się już o to martwić. Kto będzie chciał i uważa się za mojego przyjaciela, czy dobrego znajomego to przyjdzie. Ja tak czy siak, z facetem czy bez, będę i mam zamiar się dobrze bawić, wyszaleć, tańczyć i cieszyć.

Bo na tym będzie polegała różnica w tym roku. Będę szczęśliwa.. tak poprostu
 

 
Co do licha można robić samemu? Nigdy nie byłam typem samotnika. Lubie robić rzeczy z kimś, wychodzić z ludźmi, iść do kina ze znajomą czy znajomym, do knajpy potańczyć czy cokolwiek. Nie mam faceta pierwszy raz od 6 lat prawie. 2 miesiące i zaraz padne z nudów, zwłaszcza, że moja siostra i jej narzeczony nie wpadają na święta. Ile razy można zmieniać kolor paznokci, oglądać seriale, łazić na wystawy jakieś. Mogę pójść raz na jakiś czas do kina sama ale więcej to dla mnie hm jakieś takie porąbane.

Mam niby dużo znajomych, ale na święta wszyscy wyjeżdżają i jestem o krok od wykupienia znowu gry i rąbania w nią non stop. Ale na szczęście coś mnie powstrzymuje

Co by tu ze sobą zrobić...
 

 
Są chwile, kiedy czuję się zupełnie bezsilna. Jest tyle rzeczy, które chciałabym zmienić.. w sobie, w innych. Za dużo widzę negatywnych emocji dookoła. Ja też już przestałam patrzyć na wszystko tak optymistycznie. Czy naprawdę jest tak, że życie to tylko truskawki i popiół? I nie tylko wyczytałam to w artykule w Wysokich Obcasach. Usłyszałam to już wiele razy od innych. Czy naprawdę nie może być więcej radości, szczerości naookoło? Cały rok sezonu na truskawki? Nie można się cieszyć tym co mamy, kogo mamy, kogo znamy w swoim życiu? Dzielić się szczęściem nawet najdrobniejszym z innymi, uśmiechać się więcej, mieć wiarę w siebie i innych?

Za mało się szanujemy, przytulamy, kochamy.

Truskawka dla tego, kto pierwszy podniesie rękę i powie, że to ślepa naiwność..
  • awatar *G*: czuję podobnie. i strach że to się nie zmieni
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak dawno tutaj nic nie napisałam. Zauważyłam dziwną zmianę: kiedyś pisałam na blogu (nie tym ale innym) w chwilach głębokiego kryzysu, mini depresji czy w momentach samotności. Teraz mam ochotę pisać gdy coś pozytywnego dzieje się w moim życiu. Teraz może i nie dzieje się nic szczególnego... ale w mojej głowie od paru tygodni zachodzą zmiany - na lepsze. Po półtora roku wreszcie odczuwam spokój wewnętrzny. Przestałam się zamartwiać. Pomogło mi w tym parę osób, parę osób na tym ucierpiało. Przeprosiłam je za to. Zaczęłam się.. cieszyć i być szczęśliwa.

WOW - naprawdę można być szczęśliwą bez faceta, można przeżyć złamane serce. Nie myślałam, że to możliwe jeszcze jakiś czas temu. Czas naprawdę leczy rany.. ale nie można się przez ten czas rozleniwiać. Trzeba próbować. Nigdy się nie zapomni, zawsze będzie ten sentyment, wrażenie od czasu do czasu "co by było gdyby". Ale..

Wiem, że wszystko się jakoś ułoży

A jakby co zawsze są zakupy i babskie pogaduchy przy drineczkach z moimi ulubienicami
 

 
Czemu by nie zagrac? Może będę miała czym fotografować naszą cudowną architekturę we Wrocławiu

http://siurdol.pinger.pl/m/3633786/konkurs-nowe-zasady
 

 
Wszystkiego najlepszego drogie dzieci!
Ostatnie moje przyjaciółki mi powiedziały, że zawsze byłam nieobliczalna. Przypatrując się moim dotychczasowym poczynaniom może faktycznie mają rację. Przez ostatni rok chyba zwłaszcza, zmieniam zdanie średnio co dwa dni a propos moich uczuć.
Mam 25 lat i nie mam ochoty się jeszcze ustatkować, rodzić dzieci,zakładać rodziny - bo sama jestem trochę jeszcze nieokiełznanym dzieckiem.
Jednak uważam, że pomimo moich humorków jak znajdzie się odpowiedni facet to będzie potrafił mnie usidlić tak,że będę miała ochotę zrzucić na dalszy plan imprezy i szaleństwa i być tylko z nim. Byłam z kimś 4 lata i wiem, że jak przybędzie za jakiś czas na białym koniu mój królewicz to wytrzymam duuuużo dłuuużej

To fakt, że mamy tyle lat na ile się czujemy..
 

 
Ludzie to dziwne stworzenia.
Kobiety - uczuciowe, irracjonalne, działają głównie sercem i kierują się intuicją. Naszym 6tym zmysłem, który rzekomo posiadamy.

Faceci - logiczni, racjonalni, często zblazowani. Kierują się zasadami, które sami sobie układają.Cierpliwi i mniej gwałtowni niż kobiety.

Wg mnie kobiety za często uzależniają swoje szczęście od innych. Mężczyźni częściej są samowystarczalni. Bardziej stabilni emocjonalnie. Nie przeżywają tylu rozczarowań. Na szczęście mamy XXI wiek i zaczynamy się uczyć tej samowystarczalności, równouprawnienia.

Czy lepiej jest byś stabilnym emocjonalnie i bardziej opanowanym? Czy żyć pełnią życia i przeżywać wszystko tak mocno jak się da?

Ja na pewno zaliczam się do drugiej grupy
  • awatar Gość: pełnia życia i przeżywać wszystko :) Niestety te złe rzeczy czasami za bardzo przeżywam :/ i sama się na tym łapie .. ale nie umiem taj po prostu o tym nie myśleć ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnio się zastanawiałam co tak naprawdę dodaje życiu smaczek. Co sprawia że serce mocniej bije. To te nasze wszystkie pierwsze razy.. Mówię tu dosłownie i w przenośni.

Nasz pierwszy raz gdy poliżemy sopel lodu.
Pierwszy raz kiedy pływamy nago.
Pierwszy raz kiedy chłopak poprosi nas do tańca.
Pierwszy raz kiedy uprawiamy sex.
Pierwszy raz kiedy zdaliśmy ważny egzamin.
Pierwszy raz kiedy wciśniemy pedał gazu w aucie.
Pierwszy raz kiedy ktoś nam powie, że jest z nas dumny.
Pierwszy raz kiedy nie chcemy ani więcej ani mniej.
Pierwszy raz kiedy czujemy się naprawdę szczęśliwi, że aż chce nam się płakać.

To dzięki temu żyjemy pełnią życia i wiemy, że warto..
  • awatar Gość: Połowa tych rzeczy jeszcze przede mną ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie uwierzycie jaki numer odstawił mi dzisiaj mój facet! Dostaje smsa:

"Będę ojcem. To już pewne.."

No przyznajcie że w takim momencie popierwsze macie mętlik w głowie jak nigdy. Milion możliwości, opcji.. Nie odpowiadał po tym smsie przez pół h.. PÓŁ GODZINY!!
Myślałam że oszaleje..
Po pół h dostaje smsa:

"Ojcem chrzestnym! "

Miałam ochotę go udusić!! Prawie dostałam zawału..
 

 
Ostatnio zauważyłam że najlepsze rzeczy, czy to w modzie, muzyce,sztuce,architekturze wychodzą kiedy zastosujemy kontrast. Przynajmniej mi się tak wydaje. Kontrasty przykuwają moją uwagę zawsze. Powinnam częściej brać ze sobą aparat.

----------------------------

Przeczytałam na blogu którejś z was: "The worst part about falling out of love, is wondering if you'll ever open up that far again"..

Tylko czy ja wogóle się odkochuję? Dużo znajomych mi mówi że żyję wspomnieniami i idealizuję to co było. Że moje zakochanie to tylko przyzwyczajenie do niego.
Czy można nadal kochać tak mocno kogoś po tylu miesiącach niewidzenia i nieodzywania? I czy to nigdy nie minie?
  • awatar miss-sara: a jaka jest różnica?
  • awatar Lady Bo$$: a, podoba mi sie ta koszula <;
  • awatar Lady Bo$$: Bo byc zakochanym a kochac to zupełnie coś innego. moze nie jestes juz zakochana, ale kochasz ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Często mamy tak, że zamiast cieszyć się z wielu rzeczy, które nam w życiu wychodzą skupiamy się akurat na tej, która nam nie wychodzi. Jak mamy super rodzinę, super pracę ale nie mamy chłopaka to mamy dołka bo uważamy, że nikt nas nie chce. Jak mamy super faceta i całą reszte ale przyjaciółka nas olała to pozwalamy sobie zakłócić szczęście tym okropnym aspektem.

Czemu czasami tak ciężko skupić się na pozytywach tak bardzo jak się skupiamy na negatywach?

To jest chyba kwestia poziomu naszego optymizmu.

Czy optymizm to naiwność??


NAJLEPSZY KAWAŁEK ROKU!
  • awatar Marianka: niestety tak jest jak piszesz, chcoiaz nie kazdy tak ma... sa ludzie ktorzy potrafia zyc na luzie.... ja teraz nie mam sie z czego cieszyc..... jestem naiwna ale nie jestem optymistka...raczej pesymistka :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czasami mam wrażenie, że życie to poprostu dawanie ludziom i sobie kolejnych szans. Wszyscy popełniamy błędy, nikt nie jest idealny. Staramy się, działamy,żyjemy.. lubimy, kochamy, tracimy, cierpimy. Ale czy nie po to jest to nasze życie? Może dzięki temu, że wybaczamy i dajemy te kolejne szanse to inni będą lepsi, a napewno my będziemy lepsi i świat chociaż trochę stanie się lepszy i piękniejszy.

.. i nawet jeżeli się okaże, że nasz trud poszedł na marne, nie osiągniemy tego co chcieliśmy to nigdy nie zarzucimy sobie, że nie spróbowaliśmy.

Może dzięki temu, że my nie jesteśmy przepełnieni goryczą, zawiścią, nienawiścią i złością to inni chociaż na chwilę też odpuszczą sobie takie negatywne uczucia i kiedyś zrozumieją, że nie warto kumulować w sobie złych uczuć. I to będzie kolejna chwila..

..nawet jeżeli tylko chwila, w której się uśmiechniecie gdy wpadniecie na siebie na ulicy po latach i nikt nie będzie miał sobie za złe. Mam nadzieję że ta chwila kiedyś nastąpi..
  • awatar Gość: Ja też wolę próbować, tylko czasem się niestety okazuje, że ktoś nie był wart tej szansy.. przynajmniej ma się czyste sumienie.
  • awatar Gość: ale fajnie napisane :) Też jestem zdania, że lepiej próbować i ponieść porażkę, niż nie robić nic. Może kiedyś się w końcu uda, a wtedy jest naprawdę miło :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jakiś czas temu, gdy jeszcze dolar nie stał tak wysoko jak teraz zamawiałam rzeczy z tego sklepu. Jest z dostawą do Polski jednak dostawa kosztuje ok.30 dolarów. Uważam jednak, że warto. Ciuchy są świetnej jakości. Bielizna jak marzenie. Jakbyście chciały zamawiać to jedna uwaga - ich S to nasze M i podobnie jest z innymi rozmiarami XS to S itd..

  • awatar Fashionatka: @pe_jak_pani_p: dokładnie zamiast leggów dałabym jeansy
  • awatar Gość: Chusta do wywalenia i jest suoer
  • awatar Gość: za dużo szczęścia. Kamizela z futerkiem plus szalik plus falbanki. Hm. Dziwnie to wygląda.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Słuchajcie mam do sprzedania sukienke na allegro firmy SOLAR.. jest boska ale niestety nie na mnie - jestem za blada i za niska do niej. Jakby któraś chciała to zapraszam ani razu jej nie założyłam (oprócz do zdjęcia) i się marnuje:/

http://www.allegro.pl/item961849019_przepiekna_sukienka_firmy_solar_xs.html

Zapraszam - to naprawdę okazja!
 

 
Nie wyobrażam sobie poranku czy dnia bez kawy. Jako przyszły mgr. inż. arch. nie potrafię się obejść bez porannego rytuału. Pomimo wszelkich przestróg dotyczących owrzodzenia żołądka właśnie zrobiłam sobie duży kubek kawy z likierem jejecznym i cynamonem Polecam!

To jest właśnie to co tygryski lubią najbardziej.

Jak dobrze, że otworzyli niedawno Starbucks u nas we Wrocławiu...
  • awatar pinaar: Narazie "sprawdzałam" je tylko w domu i wydają się być wygodne. Pewnie dzięki platformie z przodu. Ale jak będzie jak wyjdę na dwór to sama jestem ciekawa:D
  • awatar miss-sara: ale kusisz:)
  • awatar Sunaholic: ja tez jest kawomaniaczką :) jutro kupię pianki marshmallow's i spróbuję ten wynalazek wypić :) pewnie full kalorii, ale cóż... ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nigdy nie wierzyłam w stwierdzenie "Przeciwieństwa się przyciągają". Całe moje dotychczasowe życie przebywałam z ludźmi, którzy mieli podobne zainteresowania, pasje, opinie. Moi dotychczasowi faceci musieli spełniać pewne wymogi I moje oczekiwania - mieć poczucie humoru, mieć wykształcenie, zainteresowania, wygląd, sposób ubierania.

Tak – jestem wymagająca. Jednak wynika to z faktu, że jestem wymagająca wobec siebie I świat w którym się obracam wymaga wiele ode mnie. Nie przeszkadza mi to. Mam przywilej studiowania tego co uwielbiam, robić to co lubię. Mam przywilej posiadania w miarę ułożonej rodziny. Mam dystans do świata I poczucie humoru. Mam cel w życiu, który realizuję. Marzenia do których dążę. Mam w głowie obraz życia jaki chce prowadzić I wiem, że będę wtedy szczęśliwa.

Więc czy jest złe, że od mojej drugiej połówki oczekuję tego samego?
Czy jeżeli jestem z facetem, który nie spełnia wszystkich kryteriów a czuję coś do niego to powinnam chcieć go zmieniać?
Czy zaniżyć własne oczekiwania I zaakceptować fakt, że tak bardzo się różnimy?
  • awatar Lady Bo$$: @miss-sara: Odwołałam sie do zdjęcia. a dokladniej do swetra. :d ( jak zawsze wydaje mi sie, ze wszyscy czytają w moich myslach ;p )
  • awatar miss-sara: TO znaczy co? :)
  • awatar Lady Bo$$: Chce to! ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zawsze się zastanawiałam czy jest sens w kupowaniu poradników dla kobiet. Ja mam dwa. Po przeczytaniu ich miałam mieszane uczucia.
Czy naprawdę nie można w tych czasach być sobą i utrzymać przy sobie faceta nie stosując sztuczek i gierek? Nie stosując się do porad kobiet z doświadczeniem?
Czy poderwanie faceta i utrzymanie za pomocą metody "being myslelf" nie działa?
Powiem wam szczerze że ostatnio zastosowałam odwieczną metodę "bycia niedostępnej". Coż mogę powiedzieć - zadziałała i działa zawsze. Nie było to łatwe dla mnie ale zadziałało.

Czy zatem to, że stosujemy takie zabiegi świadczy o naszej niskiej samoocenie?

Ja zwykle mam gdzieś te poradniki i postępuję zgodnie z tym co mówi mi serce. Czasami jednak nie kończy się to tak jakbym chciała.

Nie ma złotego środka Ja wybieram prawdę i szczerość wobec siebie ponad próbę codziennej gimnastyki z własnymi myślami..
 

 
Mój kumpel nigdy w życiu jeszcze nie miał dziewczyny. Cały czas chodzi na liczne imprezy do klubów i na tak zwane "domówki". I nic..
Czuć od niego desperacje na kilometr. Jest mi go trochę żal bo wiem, że gdyby sobie odpóścił na chwilę chociaż to na pewno by kogoś spotkał. Lecz idzie w zaparte dalej mówiąc, że inaczej nie potrafi.

Ja miałam już paru facetów, zauroczenia, zachochanie, przytulanie, sielanka,cudowny sex później złamane serducho, żale, krzyki,awantury, płacze..

paru facetów + złamane serce = zblazowanie

żadnej dziewczyny + desperacja = zblazowanie

Więc jeżeli wynik jest ten sam tylko inne składowe równania to co jest lepsze?

Matematyka życia...